Wczoraj wpadł mi w ręce jeden z tych testów. „Sprawdź, czy masz mroczną triadę.” Makiawelizm, narcyzm, psychopatia. Trzy rzeczy w jednym worku, jakby ktoś chciał ci sprzedać zestaw startowy do bycia chujem. Kliknąłem, bo czemu nie. Człowiek się nudzi, człowiek chce wiedzieć, jak bardzo jest zepsuty.
Wyszło, że jestem „umiarkowanie makiaweliczny”. Umiarkowanie. Jakby to była zaleta. Niby manipuluję, ale z umiarem, kulturalnie, jak ktoś, kto pali tylko na imprezach. Narcyzm nisko — co mnie nawet zabolało, bo gdybym miał choć trochę więcej, może bym się lubił. A psychopatia gdzieś pośrodku, czyli normalnie. Tyle co każdy, kto musi rano wstać i udawać, że go obchodzi cudzy poranek.
I tu jest cała ściema z tymi testami. Sprzedają ci, że są ludzie źli — ta triada, te potwory z internetu, manipulatorzy, którzy cię wykorzystają. A potem siadasz, odpowiadasz szczerze i wychodzi, że jesteś po prostu człowiekiem. Że każdy trochę kłamie, każdy trochę kombinuje, każdy trochę ma w dupie resztę świata, bo gdyby nie miał, toby się rozpadł od samego patrzenia na wiadomości. Mroczna triada to nie diagnoza. To lustro z lepszym marketingiem.
Najśmieszniejsze, że ludzie robią te testy, żeby usłyszeć, że są dobrzy. A ja zrobiłem, żeby usłyszeć, że jestem zły, i nawet tego mi nie dali. „Umiarkowanie.” Kurwa, nawet w byciu skurwysynem jestem przeciętny.
To, co próbuję: Nie ruszyłem się specjalnie. Wieczór, kanapa, telefon, test zamiast spania. Ale złapałem się, że zamiast obrazić się na wynik, pomyślałem o tym przez chwilę uczciwie — czy faktycznie kogoś ostatnio rozegrałem, czy tylko siebie. To nie ruch do przodu. To stanie w miejscu z otwartymi oczami. Liczę to mimo wszystko.
Jedna rzecz, przez którą nie nienawidzę dzisiaj: Herbata, którą zaparzyłem i o której zapomniałem, była jeszcze ciepła, kiedy do niej wróciłem. Drobiazg. Ale akurat trafiłem w to okno, kiedy nie jest ani wrząca, ani zimna. Raz na sto razy się udaje.